Działanie dla samego działania szybko może przynieść nudę i wypalenie. Aktywność społeczna nie jest obowiązkowa, nie jest też „na ocenę”, ale warto w niej być konkretnym i uczciwym wobec siebie i innych.

Jakie słowo uważacie za kluczowe w opisie tego, czego dotyczy wasza działalność publiczna? Gdyby zadano to pytanie działaczom społecznym czy też osobom jedynie okazjonalnie zajmującym się aktywnością w swoim otoczeniu, pewnie padłyby bardzo różne sformułowania. Dla jednych jest to „czas wolny”, zatem spełniają potrzebę wykorzystania swoich zasobów czasowych i nadania im sensu. Inni pewnie zwróciliby uwagę na „pomoc” dając tym samym wyraz swoim zainteresowaniom losem drugiego człowieka czy też indywidualną wolę świadczenia wsparcia. W przypadku jeszcze innych pytanych można spodziewać się wskazania na „talent” domagający się wykorzystania, „zainteresowania” skłaniające do szukania podobnych sobie, a może także „zaniedbania”, które nie pozwalają bezczynnie siedzieć w domu osobie z duszą społecznika.

Analityk oceniający z dystansu populację aktywnych społecznie może wprowadzić własne rozróżnienia, dostrzegając na przykład kilka typów osobowości i sposobów postępowania w badanej grupie. Wyróżni zatem indywidualistów i tych, którzy lepiej czują się pracując w grupie, albo dostrzeże motywacje płynące z bliskiego otoczenia, tych, którzy chcą działać na większą skalę, wreszcie tych, którzy zmierzają wręcz do naprawiania całego świata lub angażowania maksymalnie dużego tłumu. Za takim zróżnicowaniem podążają rozmaite źródła wsparcia aktywistów dostępne w otoczeniu organizacji pozarządowych i w działalności instytucji publicznych. Inne instrumenty są zatem pomocne w pozyskiwaniu środków finansowych przez społeczników, kiedy indziej ważna jest pomoc prawna i organizacyjna, zaś niektóre grupy i środowiska za najważniejsze uważają wdrożenie zmian prawnych albo kulturowych. Przystępując do działalności społecznej albo rozwijając ją można opowiedzieć swój świat na wiele sposobów i uczynić to w różnorodnych kontekstach, a nawet w jednej grupie czy organizacji często ścierają się różne pomysły, temperamenty i style działania.

Zazwyczaj intuicyjnie szukamy narzędzi i rozwiązań, które są nam najbardziej dostępne i to one potrafią przesadzić o tym, kto działa na małą skalę, a kto w długiej perspektywie czasowej. Z czasem coraz lepiej rozumiemy swoje wady i zalety, rozpoznajemy możliwości. Uczymy się tego, na ile nas stać, a może jak się zmieniać i działać inaczej. Po co nam ta wiedza i co płynie z tych wszystkich pytań i teoretyzowania na temat osób i grup aktywnych społecznie?

Możemy poprzestać na satysfakcji z tego, co robimy i w czym uczestniczymy. Jeśli jednak działalność społeczna ma zająć ważna część naszego życia, to warto prędzej czy później postawić tę fundamentalną kwestię: jaka jest miara naszego sukcesu? W rodzinie będzie to pewnie szczęście naszych bliskich, w pracy – zysk przedsiębiorstwa albo dobre wykonanie zadań. A w sferze społecznej? Czy wystarczy dobre samopoczucie i świadomość wykorzystania zasobów? Przecież nie zawsze łatwo tu o satysfakcję, a rozmaite problemy potrafią zniechęcić do wysiłków podejmowanych wszak bez wynagrodzenia i w wolnym czasie.

Warto zastanowić się nad tym, co jest i może być miarą naszego sukcesu. Jeśli jest nią jednoznaczny cel, to pewnie wszelkie pomniejsze osiągnięcia nie przyniosą zadowolenia. Jeśli spełniamy się w samym działaniu, to może więcej w tej aktywności nas samych, niż interesu wspólnego. W każdym przypadku warto określać sobie (wspólnie) pewnego rodzaju horyzonty i starać się rozmawiać o tym, jak je traktować. Horyzont odległy może zniechęcać, zbyt bliski nie da wystarczającej motywacji. Pytanie o oczekiwany sukces skłania ludzi do uzgadniania swych postaw, a to we wspólnym działaniu może mieć kluczowe znaczenie. Ono powinno nas wspierać, budować, nie powinno być źródłem dodatkowej frustracji czy niezadowolenia. Wówczas osoby nie odnajdujący się do końca w działalności społecznej same mogą potrzebować wsparcia innych.

Określajmy sobie wyzwania i cel, jaki ma być osiągnięty. Zaangażowania społecznego nie warto traktować śmiertelnie poważnie, ale można – uczciwie. Wobec siebie samych i wobec innych. Brak konkretu przyniesie wypalenie, za to cel osiągnięty pewnie sprawi, że pojawia się kolejne, a z nimi tym większa energia i satysfakcja.

Sławomir DOBURZYŃSKI

Artykuł opracowany w ramach kampanii społecznej #IDEEprzezWieś