Podejmując bezinteresowną pracę albo łącząc z sąsiadami siły i umiejętności naprawdę dotykamy tego, co jest sensem świata. Tracąc 10 złotych w wyniku nieuczciwości tracimy przecież coś znacznie cenniejszego. Strach pomyśleć jak wyglądałby świat, gdybyśmy nagle wszyscy przestali sobie ufać.

Wbrew potocznej opinii porządek świata nie trzyma się na silnych i trwałych atrybutach kojarzonych z potęgą, przewagą militarną, argumentami bogactwa. One są najbardziej charakterystyczne i – zdawałoby się – oczywiste, tymczasem zależą od tego, co słabe, ulotne, niepozorne. Kruchy ludzi los odzwierciedlony jest w niestałości tego, co miałoby jego słabość przezwyciężać.

W skali świata ufamy sobie – czasami wbrew logice – że nie użyjemy ogromu nagromadzonej siły i energii zdolnej zniszczyć świat. Musimy też ufać, że wyliczenia inżynierów są właściwe i nie dojdzie do przerwania zapór wodnych, a lekarzom – że terapia przyniesie skutki. Bez zaufania do innych nie można poruszać się po drodze, spożywać pokarmów, używać urządzeń. Przed wiekami kucharze w obecności królów próbowali przygotowanych przez siebie potraw. Wśród drogowców na całym świecie istnieje zwyczaj, że budowniczowie stoją pod nowym mostem podczas próbnego przejazdu ciężkich pojazdów. Wiele profesji tak „egzaminuje” swych adeptów i motywuje do dokładności i sumienności w wypełnianiu obowiązków. Musimy ufać nie tylko tym ludziom, ale też uczelniom, które przyznają im tytuły, firmom powierzającym im zadania, fabrykom wytwarzającym materiały.

Najważniejsze wydaje się to, że cały współczesny system ekonomiczny nie bazuje na trwałej podstawie zasobów bogactwa, na przykład takich, jak rezerwy złota. Jego istotą jest raczej umowa, wielostronne porozumienie, w myśl którego jedni operują atrybutami majątku (banknotami, akcjami, opcjami), podczas gdy praca bądź powierzenie zasobów innych daje obietnicę, zabezpieczenie tych bogactw. Ufamy sobie wzajemnie, dlatego dajemy pracownikowi sklepu kawałek papieru otrzymując chleb lub spędzamy czas w zakładzie pracy czekając na wypłatę odsuniętą na koniec miesiąca. Każdy wierzy, że nie został lub nie zostanie oszukany.

Zaufanie jest tu słowem – kluczem. Wszyscy opieramy na nim niemal wszystkie swoje aktywności, oczekując zaufania od innych i w zamian oferując przede wszystkim obietnicę. Nawet największe fortuny zależą od gwarancji banku czy też prostych pracowników gdzieś tam wykonujących swoje obowiązki. Tym bardziej zaufanie stanowi sedno ludzkich relacji i zależności w małej, lokalnej skali. Kilka osób podejmujących w lokalnym środowisku proste działanie w istocie nie oferuje sobie mniej, niż globalne korporacje obracające – przynajmniej teoretycznie – bilionami dolarów. W obu przypadkach konkretem jest relacja między stronami i przekonanie oparte na doświadczeniu i kalkulacji, że druga strona zrealizuje to, co deklaruje. Pomagając drugiemu człowiekowi świadczymy konkretne dobro, tymczasem obietnica wielkiego banku, choćby opakowana w najpiękniejsze świecidełka, może się okazać fałszem. To nie fikcja – na świecie nie ma nawet dziesiątej części tego, co jest zapisane w dokumentach jako czyjaś własność. Gdyby wszyscy jednocześnie chcieli po nią sięgnąć, światowy porządek by runął. Czy angażując się w prace dla innych i z innymi nie zyskujemy więc więcej, niż posiada i obiecuje cały świat?

Nie sposób radykalnie we wszystko zwątpić, nie ma też sensu naprawiać od razu całego świata. Budowanie zaufanie z sąsiadami i osobami żyjącymi w naszym pobliżu to pierwszy krok do tego, by ten świat faktycznie i w dostrzegalny sposób stawał się lepszy. Sprzyjając budowaniu zaufania nawet prosty projekt pozwala ćwiczyć umiejętność, która jest dla społeczeństwa absolutnie fundamentalna. Wielkość zaangażowanych środków materialnych czy skala działania nie ma tu większego znaczenia. Tracąc 10 złotych w wyniku nieuczciwości tracimy przecież coś znacznie cenniejszego. Strach pomyśleć jak wyglądałby świat, gdybyśmy nagle wszyscy przestali sobie ufać.

Sławomir DOBURZYŃSKI

Artykuł opracowany w ramach kampanii społecznej #IDEEprzezWieś