Nie ma dobrego i uniwersalnego przepisu na udane działanie społeczne. Może łatwiej zatem powiedzieć, jaki przyjąć plan minimum i jakimi uniwersalnymi zasadami powinien kierować się ktoś, kto chce się przysłużyć bliźnim?

Różnica między słoniem a fortepianem – jak wiadomo – polega na tym, że fortepian można zasłonić, a słonia zafortepianić już nie. Poza tym mają one zupełnie inne zastosowania. Słoń i fortepian wydają dźwięki, ale obecnie tylko ten drugi jest wykorzystywany w filharmonii. Co prawda zdarzają się (niestety) instrumenty z klawiszami z kości słoniowej, ale wobec zwierząt mamy raczej inne oczekiwania, przede wszystkim takie, by żyły wolno i zachowały w sobie resztki nie tkniętej cywilizacją naturalności. Wolimy słonie daleko, w dżungli, bo jak nadepną na ucho, to z wykonywania muzyki nici.

Słonie i fortepiany nie są tym samym, ale ludzie potrafią je mylić, kiedy pierwszym karzą występować w cyrku, a dla zrobienia instrumentu polują na wymierające gatunki. Nie jesteśmy racjonalni. Zdarza się, że próbujemy pomóc osobom ze szczególnymi potrzebami nie dość dokładnie te potrzeby rozpoznając. Łatwo wówczas zrobić bałagan jak w składzie porcelany. Nie jesteśmy u siebie. To trochę jak wtedy, gdy w społecznym przedsięwzięciu ponoszone koszty osobowe sięgają 30 czy 50 procent całości. Może z pozoru wszystko gra, ale coś tu nie pasuje, instrument może być za duży dla melodii.

Działalność społeczna jest pełna takich niedoskonałości, bo nie da się jej opisać i zadekretować jednoznacznymi regułami. Ona „wchodzi w grę” tam, gdzie zachodzą „szczególne potrzeby” albo brak adekwatnych, od dawna znanych i dobrze nastrojonych instrumentów działania. Potrzeba tu trochę gracji, wyczucia, wrażliwości i zdrowego rozsądku, kiedy indziej najważniejsze jest unikanie niezręczności. Nie wystarczą dobre chęci czy najlepsze intencje, nie do końca też należy się koncentrować na samym celu, produkcie i rezultatach. Trzeba włączyć trochę serca i ducha, a efekt i tak może pozostać niepewny. Ludzie przed wiekami potrafili posługiwać się zapomnianym dziś pojęciem decorum – najprościej mówiąc, ważne było, aby styl i forma nie kłóciły się ze sobą.

Niejeden społecznik powie wam na czym polega uczucie satysfakcji, gdy się to wszystko w działaniu na rzecz ludzi w otoczeniu ułoży. To trochę tak, jak zagrać koncert w dżungli. Uczucie niepowtarzalne, warto próbować.

Sławomir DOBURZYŃSKI

Artykuł opracowany w ramach kampanii społecznej #IDEEprzezWieś