Działanie społeczne bywa trudne, bo nie zawsze wystarczą dobre chęci. Przy większych wyzwaniach i wobec poważniejszych problemów potrzebne może okazać się uzyskanie wsparcia finansowego albo materialnego z zewnątrz. To świetne rozwiązanie, a źródeł wsparcia jest wiele. Tyle tylko, że zazwyczaj dla ich uzyskania trzeba zaangażować – choćby w niewielkim stopniu – własne środki, pracę lub inne zasoby. To tak zwany wkład własny. Jak go gromadzić i jak dobrze wykorzystać, by dobrze zarządzać zewnętrzną pomocą?

Mniejsze organizacje, niewielkie środowiska czy też grupy działaczy dopiero budujących swój projekt aktywności chętnie zerkają ku zewnętrznym źródłom finansowania. To oczywiste, przecież większość głosów namawiających do tego rodzaju poczynań prędzej czy później przybiera następującą postać: „przecież tyle jest okazji do ubiegania się o dofinansowanie, a poza tym Unia Europejska jest dla nas taka ważna, bo bez niej nie możemy zaspokoić wszystkich naszych potrzeb”. Można odnieść wręcz wrażenie, że jeśli akurat nie widzimy możliwości czy też potrzeby ubiegania się o fundusze, to nasza organizacja z założenia jest jakoś mniej wartościowa. Tymczasem prawda leży zdecydowanie bardziej po środku (problemu).

Oczywiście nie każdy da radę i nie zawsze musi szukać dodatkowego wsparcia. Podstawowym przedmiotem społecznej aktywności jest indywidualne i zbiorowe zaangażowanie, wyjście poza strefę komfortu i zajęcie się ważnymi, wspólnymi lub jednostkowymi problemami. Pieniądze powinny być w tym wszystkim środkiem do celu, a nie główną motywacją. Jeśli kogoś trzeba przekonywać do zaangażowania w tworzenie projektów i pozyskiwanie środków – na przykład z Unii Europejskiej – to prawdopodobnie nie do końca zdaje on sobie sprawę z tego, że nie każda taka próba zakończy się powodzeniem. Dla niejednej osoby takie pojedyncze porażki mogą być czynnikiem zniechęcającym do tego, by w ogóle zawracać sobie głowę działalnością społeczną. Z pewnością nasze gminy potrzebują przede wszystkim zaangażowanych społeczników, a nie jedynie wydajnych twórców projektów zdobywających granty.

W najmniejszym stopniu nie znaczy to, że z pozyskiwania funduszy należy rezygnować. W wielu przypadkach bez nich trudno o uzyskanie rzeczywistej zmiany albo zbudowanie potencjału do działania. Zasobność majątkowa i zdolności finansowe są dziś wręcz czynnikiem różnicującym poszczególne organizacje i całe środowiska, kto nie osiąga w tym względzie efektów, ten zostaje w tyle. Nie można jednak żyć złudzeniami i w euforii projektu, który przecież kiedyś się skończy. Trzeba zatem myśleć o jego efektach, utrzymaniu powstałego dobra, a w miarę możliwości o kontynuacji (czyli – prawdopodobnie – o kolejnych funduszach). Ponadto każda lub prawie każda uzyskana dotacja wymaga dołożenia czegoś od siebie.

Rzadko można bowiem liczyć na dofinansowane pokrywające pełen koszt projektu. Jego realizatorzy muszą zatem zaangażować wkład własny w postaci pracy, wiedzy, a nawet środków finansowych. Wysiłek jest więc niezbędny w każdym przypadku. Mówiąc wprost, określenie tego czym się dysponuje lub w posiadanie czego jesteśmy w stanie wejść jest najważniejszym etapem działania społecznego. Możemy szukać wkładu własnego w samych sobie, uruchomić zapał i talenty – i to jest sprawa zupełnie fundamentalna. Wiara i zaangażowanie powinny być kapitałem, który buduje zaufanie do człowieka i organizacji. Podobnie rzecz się ma z rozpoznaniem zagadnień, które mają być przedmiotem aktywności, świadomość pojawiających się potrzeb i wyzwań. Środki finansowe, którym nie towarzyszy taka wiedza, łatwo zmarnować albo „przejeść”.

Jeśli dysponujemy przekonującym zapałem, to warto zabiegać o zarażenie nim innych. Kapitał otacza nas ze wszystkich stron, ekonomiści powiedzą, że wręcz szuka miejsca, gdzie może zostać ulokowany. Nie szukajmy jałmużny, ale formułujmy propozycję, zaproszenie do zbudowania innej wartości, niż tylko same pieniądze. Dobrze pomyślany i opowiedziany plan jest jak opowieść, która w końcu znajdzie swojego słuchacza i dobre zakończenie. Kto wierzy w swoją sprawę i będzie wytrwały, ten zauważy, że wartości i systematyczne działanie są ważniejsze od szczęścia w totolotku i szukaniu sponsora.

To jest też prawda o przynależności do europejskiej rodziny. Jeśli szukamy w niej jedynie „kasy” to raz na ileś prób wygramy. Jeśli wnosimy do niej swój zapał, energię i wysiłek, to za każdym razem i przez długi czas wygrywamy wszyscy. Warto tak podchodzić do publicznej działalności i inaczej próbować rozumieć swój wkład własny. Swój wkład w Europę.

Sławomir DOBURZYŃSKI

Artykuł opracowany w ramach kampanii społecznej #IDEEprzezWieś